Ostatnio często zdarzało się, że nie trafiałem do bramki, jak na przykład w meczu z Wisłą Płock, ale tym razem byłem górą. Forma Legii jest coraz lepsza. To prawda. Wygraliśmy czwarte spotkanie z rzędu, pokonaliśmy Widzew na ich terenie po 26 latach i to musi cieszyć. Widzew to nie jest jakaś tuzinkowa drużyna, ma swoją markę. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za komentarze Internautów do artykułu: „Nie znoszę porażek” - wywiad z nowym prezesem Olimpii Cezarym Kuleszą. Jeżeli uważasz, że komentarz powinien zostać usunięty, zgłoś go za pomocą linku "zgłoś". Czołem!Dzisiaj materiał o Cezarym! Tym razem materiał o charyzmie. Mam cichą (ale wielką) nadzieję, że Ci się spodoba :)Ponadto, uruchomiłem nową funkcję, ja Perkusista Cezary Konrad w pierwszym odcinku rozmowy z portalem perkusyjnym BeatIt (https://www.beatit.tv/). Nagrania dokonano 31 maja 2017 r. podczas warszt Wywiad z ekspertem rynkowym - Panem Cezarym Gizka o aktualnej sytuacji prawnej oraz o możliwościach rozwoju na rynku hazardu w Polsce. Vay Tiền Trả Góp 24 Tháng. Julia Materna: Jak wspomina Pan plan filmowy? Co najlepiej Pan pamięta z filmu? Był Pan wówczas bardzo młody. Cezary Pazura: Pamiętam przede wszystkim swoją młodość i swój zapał do pracy. Najmocniej przeżyłem scenę w szpitalu, kiedy rozbijam szafki, denerwuję się. Ze wspomnianą sceną wiąże się zabawna historia. Reżyser Władysław Pasikowski z operatorem Pawłem Edelmanem trochę się poróżnili i nastąpiła przerwa w zdjęciach. Bardzo spieszyłem się wtedy na spektakl do Warszawy. Pamiętam, że zostało nam mało czasu na zrobienie tej sceny. Praktycznie wykonałem jeden dubel, ponieważ byłem przeraźliwie zdenerwowany. Ich kłótnia bardzo pomogła mi zagrać te emocje, które widać na ekranie. JM: Czy wspomniana scena celowo była tak gwałtowna? CP: Tak. Spieszyłem się i musiałem to zrobić szybko i odważnie. Byłem tak strasznie zdenerwowany na kolegów, że to po prostu przeniosło się na ekran – dla dobra sceny. Bardzo mnie cieszyło, że tak to wyszło. Za tę właśnie scenę otrzymałem najwięcej pochwał i dobrych słów. Rzeczywiście, wyszła brawurowo. A sam film był dla mnie o tyle ważny, że pierwszy raz spotkałem się na planie z żywą legendą, moim ukochanym aktorem – Januszem Gajosem. To jest dla młodego aktora zawsze duże przeżycie. Był to dla mnie ważny moment. JM: Jak wyglądała Pańska relacja z Bogusławem Lindą? CP: Bogusława znałem już z "Krolla", ponieważ pracowaliśmy razem przy debiucie Władka. Praca przy filmie "Psy" była naszym drugim spotkaniem. Od tego czasu publiczność jakby nas ze sobą złączyła. Para Linda – Pazura stała się kultowa w filmach Pasikowskiego. Trochę żałuję, że więcej takich filmów nie powstało. W Ameryce robi się tak celowo. Jeżeli już jakaś figura filmowa się udaje, przynosi zysk i cieszy się powodzeniem, to się ją powtarza, dopóki działa. Miałem za mało okazji, żeby grać z Bogusławem. Występowaliśmy jeszcze potem w "Psach 2: Ostatnia Krew" czy u Macieja Ślesickiego w filmie "Tato". To jedyne nasze wspólne role. Teraz po latach spotkaliśmy się przy filmie "Psy 3. W imię zasad". JM: Film "Psy", w tamtych czasach, był nowatorski i może trochę zaskakujący. Potem stał się oczywiście produkcją kultową. CP: Tak, przede wszystkim film poruszył temat teczek i palenia przeszłości ubeckiej na śmietniku. Stał się bardzo symboliczny przez cały proces zmian, który zaszedł w naszym kraju. Filmy Pasikowskiego cieszyły się wielką popularnością w tamtych czasach. Wszyscy zazdrościli mu lekkości pióra: świetnie pisał dialogi, scenariusze, reżyserował bardzo dobre filmy. Andrzej Wajda powiedział o Pasikowskim, że wie o polskim widzu więcej niż każdy inny reżyser. Rzeczywiście, Władysław pochodzi z Łodzi i jest świetnym obserwatorem życia. W tych czasach odnalazł się doskonale. Jest też wybitnym fachowcem – skończył przecież wspaniałą Łódzką Szkołę Filmową na Wydziale Reżyserii. Myślę, że nikt z nas nie zdawał sobie wtedy sprawy, że robimy coś ważnego. Ten film dał początek nowoczesnemu polskiemu kinu. Pewien recenzent kiedyś napisał, że polscy widzowie wrócili do kin dzięki Pasikowskiemu. Był taki moment w naszej historii, osobiście też miałem takie odczucie, że słysząc "polski film", wiedziałem, że na pewno biletu nie kupię. Chodziło się wtedy na amerykańskie filmy. Te polskie były nudne, sztampowe, w dodatku na tematy, które nas, młodych ludzi, nie interesowały. JM: Olaf Lubaszenko wspominał, że początkowo film był wzorowany na "Policjantach z Miami". Dopiero później scenariusz został dostosowany do polskich realiów. CP: Rozmiłowaliśmy się w amerykańskim filmach. Lubiliśmy je oglądać i dlatego chcieliśmy stworzyć coś podobnego, tylko po polsku i z polskimi bohaterami. Władysław Pasikowski świetnie odnalazł się w tym stylu i okresie. Znalazł klucz do sukcesu, którego wszyscy mu potem zazdrościli. Nie zdawaliśmy sobie jeszcze sprawy, że film "Psy" stanie się kultowy. Cytaty z "Psów" są znane do dziś. Ktoś zabawny kiedyś powiedział o Pasikowskim, że jeśli chodzi o dialogi, to w skali od 1 do 10 trzeba mu dać 12 punktów. Co napisał tekst, to od razu był hit. To nieprawdopodobne. To był złoty okres jego twórczości. Miło mi było i miło mi jest do dziś, że mogłem spotkać się z Władkiem i aktorami na planie tak ważnego filmu w naszej kinematografii. JM: Był Pan wtedy bardzo młodym aktorem, a dostał Pan naprawdę ważną rolę w filmie. Jak się Pan z tym wówczas czuł jako młody człowiek? CP: Może się to wydawać śmieszne, ale liczyłem na coś więcej. W "Krollu" dostałem nagrodę na Festiwalu w Gdyni i myślałem, że po tym filmie będę grał u Pasikowskiego same główne role. Okazało się, że gram Nowego. Nie umiałem jeszcze wtedy czytać scenariuszy. Ta rola wydała mi się taka sobie. JM: Nadał jej Pan jednak niesamowity charakter. CP: Tego się nauczyłem. To aktor nadaje sens temu, co jest napisane. Mówił to zawsze Pan Wajda – "obsada to połowa sukcesu". JM: Czy mógłby Pan wspomnieć o swoich ulubionych kwestiach z filmu? CP: Moje ulubione to wszystkie wypowiadane przez Franza Maurera. Na przykład "Ty stara dupa jesteś" albo "Co ty wiesz o zabijaniu". To są kultowe teksty. : Zdaje mi się, że w momencie pojawienia się w kinach film dostał pół gwiazdki w jednym z rankingów. Teraz po dwudziestu paru latach, otrzymał osiem czy nawet dziesięć gwiazdek. Wszyscy mówią, że "Psy" są kultowe. Krytycy niekoniecznie rozumieją filmy w pierwszym odbiorze. Żyjąc w danych czasach, zazwyczaj ma się pewnie przekonanie dotyczące aktualnych zjawisk. Gdy powstaje coś nowego, to niekoniecznie wszyscy są na to gotowi. To jednak było coś nowego. Pierwszy raz ukazała się tak odważna propozycja. W filmie jest taka słynna scena, kiedy pijanego ubeka niosą na drzwiach, śpiewając "Janek Wiśniewski padł". JM: Scena ta uchodziła za bardzo kontrowersyjną. CP: Władek chciał ją nawet wyciąć. Pamiętam, że bardzo go prosiłem, żeby tego nie robił. "Jeśli kiedyś historia cię zapamięta, to przede wszystkim z tej sceny". JM: Tak, ona nadal budzi emocje i rezonuje. CP: I oto właśnie chodzi! To jest mocne. Uważam, że co jak co, ale takich rzeczy artyści nie powinni się bać. „Aż po sufit!” czyli normalnie pod prądCezary Pazura w latach 90-tych był jak piąty Beatles - znała go cała Polska. O jego autograf biły się tłumy. Filmy: „Psy”, „Kiler”, „Nic śmiesznego”, szybko stały się kultowe. Udział w serialu komediowym „13 posterunek”, zapewnił Pazurze pozycję najzabawniejszego polskiego aktora. Potem zdarzyło się załamanie kariery. Teraz Cezary Pazura powraca w roli Andrzeja Domirskiego w serialu „Aż po sufit!”A. Cz.: W serialu jak w życiu: Domirscy mają trójkę dzieci. To tak, jak i w Pana rodzinie. Niczego nie musi Pan udawać?Cezary Pazura: Sam się zastanawiałem ile Pazury jest w Domirskim. I odwrotnie. Ostatnio na planie o tym powiedziałem, że jeżeli chodzi o sprawy emocjonalne i sprawy charakteru, to chyba jest jeden do jednego. Pazura by się tak zachował, jak Domirski. Oczywiście ten Pazura, pięćdziesięciotrzyletni facet z brodą (śmiech). Ten serial to historia o kobiecie i mężczyźnie w średnim wieku, którzy na progu dorosłości w czasach polskiego przełomu wzięli sprawę w swoje ręce… Jak mówił prezydent Wałęsa…właśnie tak! Jest taki zabawny odcinek z synem Łukaszem, w którym dowiadujemy się, że on wstydzi się swoich rodziców. Łukasz ma niezwykłe aspiracje, chce być najlepszy w tym, co robi, ciągle się uczy, studiuje. Otacza się kolegami z bogatych domów. Opowiada im, że tato jest zdolnym architektem, a mama znaną dziennikarką, która robiła wywiad z Wałęsą. Okazuje się, że to była rozmowa do szkolnej gazetki przed wyborami czerwcowymi, mama co prawda skończyła socjologię, ale została księgową. A ojciec owszem, jest wybitnym, ale elektrykiem. Też porzucił studia, by założyć z kumplem firmę i ciężko pracował, by utrzymać PAZURA TVN PIOTR Czyli temat: co jest ważne w życiu - być czy mieć? Tak. I my sobie w tym serialu jednoznacznie odpowiadamy na to pytanie: szczęścia nie warunkuje bogactwo, ambicje, kariera tylko ciepła rodzina i codzienne dobre życie. Gdy budzisz się rano, patrzysz pogodnie w lustro, uśmiechasz się do bliskiej osoby, z którą jesteś dwadzieścia pięć lat i która ciągle ci się podoba. Na którą niezmiennie masz ochotę. Ja wróżę dobrze temu serialowi, bo ci ludzie są normalni. A teraz normalność jest w Co Pan przez to rozumie? Coraz więcej dziwactw wokół. Eskalacja swojego „widzi misie”, a tutaj schodzimy na ziemię. Bo to życie często nas sprowadza do parteru. Świetnie tu widać życiowe odcinanie nawisów emocjonalnych, ponieważ w każdym odcinku inna postać prowadzi narrację. Kolejna osoba z rodziny opowiada o swoich myślach i emocjach. Mam ogromny szacunek dla polskich scenarzystów, że współczesność wyrazu i tematów potrafili przełożyć na polskie realia. I jeszcze dodali nasze polskie poczucie humoru. Nie wzięliśmy formatu australijskiego serialu jeden do jeden. Dodaliśmy obyczajowo-historyczny kontekst i Andrzej Domirski też, tak jak Pan, jest człowiekiem dowcipnym? Poczucie humoru, to jest to, co uwodzi kobiety. Joanna dlatego uległa Andrzejowi, bo był pogodny, fajny, miał pełne dystansu podejście do życia. Z kolejnych odcinków dowiemy się, że miał zespół muzyczny, że miał fanki, ale wybrał tę jedną, jedyną. Wybrał to, co dla niego jest istotne: PO SUFIT TVN PIOTR LITWIC Dobro, miłość, ciepło rodzinne, to trudno pokazać. Zło jest bardziej atrakcyjne. Czy zamknięcie się w czterech ścianach i skupienie się na dobrych emocjach, to nie pułapka? Coraz więcej filmów rozgrywa się w czterech ścianach. Na przykład Romana Polańskiego filmowa adaptacja sztuki teatralnej „Bóg mordu” czyli filmowa „Rzeź”. Jeżeli są dobrze wymyślone postaci, dobrze postawione pytanie, dobra teza, to się może dziać w jednym pomieszczeniu i tak trzyma widzów w napięciu. Tak robią mistrzowie. Dlatego uważam, że ten serial ociera się o mistrzostwo w samej konstrukcji, w ułożeniu bohaterów. Na przykład wszystkie nieszczęścia, pułapki losu nie spadają na synów, ale na córkę. Bo jak oglądamy nieszczęścia faceta, to myślimy sobie: „ee, poradzi sobie”. Widz bardziej odczuwa niepowodzenie wrażliwej kobiety. Scenariusz od razu mnie uwiódł. A na planie jeszcze go pogłębiamy. Stworzyliśmy prawdziwe rodzinne Całkiem nieoczywiste relacje, jak ta Pana i Pani Edyty Olszówki? Jedna koleżanka aktorka powiedziała: „co za pomysł, żeby sparować Olszówkę z Pazurą. To bardzo odważne”. Nie idziemy po tzw. stereotypach. Może dlatego, ta opowieść jest bardziej szczera, głębsza. Nie jest glamour. To jest serial, który idzie pod prąd przez swoją normalność. Ciekawią nas wiry, mocny prąd i droga pod górę. Wolę ten serial od „Gry o tron”.(śmiech). Dziękuję za Aleksandra Czernecka / ITVNNA NOWY SERIAL „AŻ PO SUFIT!“ ZAPRASZAMY OD 1 WRZEŚNIA W KAŻDY WTOREK O GODZINIE (CET – BERLIN, PARYŻ), (CDT – CHICAGO) I (EDT – NOWY JORK, TORONTO) DO Pazura - popularny aktor, komik kabaretowy. Zagrał w ponad 60 filmach u Andrzeja Wajdy, Krzysztofa Kieślowskiego, Juliusza Machulskiego, Władysława Pasikowskiego. Niezapomniane aktorskie kreacje stworzył w filmach: „Psy”, „Sztos”, „Chłopaki nie płaczą”, „Kariera Nikosia Dyzmy”, „Kiler”. Jako reżyser zadebiutował komedią gangsterską „Weekend” wyprodukowaną przez jego firmę producencką Cezar 10. Rok 2007, przedział jednego z pociągów PKP. To tam całkiem przypadkiem poznali się Cezary Pazura i jego żona, wtedy 19-letnia, Edyta. Dziś para ma dwójkę dzieci i mocno się kocha, jednak początki związku blondwłosej piękności ze starszym od siebie o 26 lat aktorem były trudne. Na samą myśl o nich, Edyta Pazura rozpłakała się ostatnio na wizji… Edyta Pazura chroni dzieci przed show-biznesem. 12-letniej córce zabrania dwóch rzeczy Edyta Pazura o związku z Cezarym Pazurą 31-latka była ostatnio gościem programu Magdy Mołek. Opowiedziała w nim o kryzysie w związku, który przyszedł przez niemiłe opinie zupełnie postronnych osób… „Na samym początku, kiedy nie było jeszcze Amelii, była taka sytuacja, że przyszłam bardzo mocno zapłakana. Miałam tego dość, tych kłamstw. I powiedziałam: "Czaruniu, nie zasłużyłam na to". Spakowałam się, Czarek pobiegł za mnią i powiedział, że nigdzie nie idę”, powiedziała w programie Edyta Pazura powstrzymując łzy. Cenna lekcja dała 31-latce siłę i dziś prawie nic nie jest już w stanie jej złamać. „Teraz jestem dużo twardsza, dużo silniejsza. Chcę nauczyć moje córki tej siły, której ja nie miałam na samym początku”, przyznała się Edyta Pazura, a przy okazji wspomniała, jak w roli ojca sprawdza się jej mąż. „Przede wszystkim jest ojcem obecnym. Było bardzo ciężko, bo wiadomo, każdy facet ucieka na początku. Ale odpuściłam”, wyjawiła Edyta Pazura na wizji. Okazuje się, że wywiad z Magdą Mołek stresował gwiazdę. „Bardzo bałam się tej rozmowy... Pierwszy raz odkąd poznałam mojego Męża opowiedziałam tak szczerze o swoich przeżyciach i uczuciach, które towarzyszyły mi na początku naszej znajomości i przez ostatnie 12 lat. Podczas wywiadu były: radość, smutek, śmiech, gorycz, a nawet łzy.... Zawsze jednak warto walczyć o swoje szczęście... Cieszę się, że wytrwaliśmy. Nie wyobrażam sobie teraz mojego życia bez Czara, Amelki, Antosia, Rity i moich przyjaciół”, napisała na Instagramie Edyta Pazura. Lubicie aktora i jego ukochaną? @ Podczas tegorocznej, VII Gali Gnieźnieńskiego Sportu wystąpił Cezary Pazura. Artysta udzielił nam po występie krótkiego wywiadu. Skąd u Pana tyle energii? A to widać? Wie Pan taki występ długo nie trwa, także godzinę, półtorej można wykrzesać, a zbyt często się nie gra. Nie no żartuję oczywiście. Energię zawsze miałem. Nie wiem skąd. Z kosmosu. Jak występuje się w Gnieźnie? To jest wspaniałe miasto. Wielokrotnie tu byłem. Występowałem w różnych miejscach, ale w Teatrze pierwszy raz. Wspominał Pan w trakcie występu swoją rolę w „Pograniczu w ogniu”. Ten film bardzo mocno wspomina historię Wielkopolski. Czy wpłynęło to w jakiś sposób na postrzeganie przez Pana tej części kraju? Na pewno tak, bo przecież mój bohater jest poznaniakiem, jest pozańską „pyrą”. Dużo zdjęć mieliśmy w Poznaniu i w Wielkopolsce. Z jednej strony występy w filmach, z drugiej strony kabaret i występy przed „żywą” publicznością. Co jest dla Pana lepsze? Wolę występ dla żywego widza, bo ocenę ma się natychmiast. Jest reakcja lub jej nie ma. Film musi czekać na swoją premierę i potem czyta się różne dziwne rzeczy na swój temat w gazetach, niekoniecznie pochlebne. Ludzie głosują też „nogami” idąc do kina i potem człowiek patrzy na rankingi. W ogóle żyjemy w takim świecie, że ważna jest oglądalność i ile osób kupi bilet. Czytałem ostatnio, że kino polskie przeżywa renesans. Proszę sobie wyobrazić, że w 2011 roku 65% wszystkich sprzedanych biletów, było biletami na polskie filmy. Dziwne nie? A w zeszłym roku o tej porze było to 17%. Ten rok był dobry dla polskiego kina, bo ponad co drugi bilet był kupiony na polski film. Z jakością natomiast nie ma zasady. Na pewno jakoś to się przekłada. Spójrzmy na kino amerykańskie. Oni robią tysiące filmów rocznie i tam 10 – 15 jest do oglądania, wybitnych, przemyślanych, opartych na dobrych scenariuszach. Trzeba próbować, bo też za dużo o życiu wiemy. Mamy dostęp do wielu informacji podanych w różny sposób – jest internet, telewizja, książka, prasa, życie codzienne. Kiedyś powstawał jeden film na jakiś czas. To naprawdę było święto kina. Teraz jest tego bardzo dużo. Każdy może zrobić film. Pan też ma kamerę w komórce i może Pan nakręcić. Czy nie jest tak, że w polskim kinie jest za dużo celebry,a za mało gry scenicznej, teatralnej? W filmie nigdy nie było takiej gry. Aktorstwo filmowe było takim aktorstwem oszczędnym. Aktorstwo teatralne przed kamerą nie sprawdza się, ono jest sztuczne. Jak oglądamy filmy przedwojenne, kiedy aktorzy grają z patosem, na wynos, to trochę nas to drażni. Teraz też są inne kamery, inne możliwości świecenia. Te kamery zaglądają, można powiedzieć, w głąb duszy. Wtedy nie wolno krzyczeć. Ekrany mają po 8 metrów. Jak Pan siedzi w kinie i zobaczy Pan oko, które ma 8 metrów, to ono tyle wyraża, że nie ma już co krzyczeć. Na pewno jest inna jakość aktorstwa, ale taki jest duch czasu. Miałem szczęście grać z Hanną Bielicką pod koniec jej życia. Ona prezentowała kompletnie inne aktorstwo. Powiedziała, że jest szczęśliwa, że „odchodzi”, bo mówiła, że już nas – młodych ludzi nie rozumie, że już jej się to wszystko nie podoba i może dlatego tak to jest wszystko wymyślone, że pokolenie następuje po pokoleniu i każdy ma inne poczucie estetyki. Ono się zmienia jak patrzymy od starożytności aż do współczesności. Zawsze są powroty do przeszłości i są jakieś odniesienia. 25 lat na scenie. Jaka rada dla tych, którzy teraz zaczynają? Radę trudno powiedzieć w tych czasach, bo teraz jest inny rodzaj rekrutacji do tego zawodu. Nie dostajemy się wyłącznie przez szkoły teatralne, ale chociażby przez jakieś telewizyjne show. Są różne metody. Są także szkoły prywatne. Ja życzę tym, którzy zaczynają przygodę z aktorstwem, żeby trafili na swoją rolę. Jak człowiek ma ten łud szczęścia i spasuje się z postacią, która jest w danym momencie nośna, jest dobrym przekaźnikiem dla tego pokolenia, to jest wygrana. Oczywiście to są przypadki jednostkowe i bardzo trudno jest taki los na loterii wygrać. Wydaje mi się, że mi się to udało w latach ’90. Zagrałem w „Krollu”, potem w „Psach” i to były właśnie takie filmy pokolenia. To był ten głos, który musieliśmy oddać w obronie naszego pokolenia, które było zagubione, które zaczęło się rozliczać teczkami, zaczął się okres transformacji. My pokazywaliśmy w tych filmach naszą transformację duchową i moralną na podstawie takich najprostszych środowisk, które znaliśmy wtedy, czyli wojska i milicji. W tej chwili wszyscy ścigają się tylko na ilość sprzedanych biletów i to trochę smuci. Może zapominamy, że prawdziwa sztuka zawsze się obroni. Trzeba robić dobre kino a ludzie pójdą na film. Boję się, że przez takie wychowanie na coraz słabszych elementach my uczymy widzów po prostu tego, że sztuka jest konsumpcją. Zauważcie, że kiedyś jak powstał film to mówiło się o nim rok-dwa. W tej chwili żywot filmu to jest miesiąc w kinie, potem na DVD i do widzenia. My konsumujemy. Nie celebrujemy sztuki, a myślę, że sztuka powinna być celebrowana. A może po prostu się mylę. Nie wiem. To jest moje zdanie. (Buk) W rozmowie z "Party" gwiazdor serialu TVN "Tajemnica zawodowa" zdradził wiele... swoich tajemnic! Jak spędzą z żoną 12. rocznicę ślubu? W długi majowy weekend Cezary Pazura i jego żona Edyta Pazura będą świętować 12. rocznicę ślubu! Na początku ich znajomości mało kto wierzył, że ta miłość przetrwa, jednak para udowodniła, że wspólnie potrafią stawić czoła wszystkim przeciwnościom losu. Dziś wspólnie wychowują troje dzieci: 12-letnią Amelię, 9-letniego Antoniego i 3-letnią Ritę. W szczerym wywiadzie z "Party" Pazura zdradził, że wielokrotnie musiał walczyć o ukochaną żonę i łączące ich uczucie! Podkreśla, że to właśnie dzięki Edycie jego życie znów nabrało sensu i wróciło na właściwy tor. Ale, żeby ją do siebie przekonać, musiał wykonać heroiczną pracę. Takich chwil zwątpienia było więcej, ale one nas tylko umocniły. Ludzie mówią, że cudów nie ma. Są! Tylko rozciągnięte w czasie. Moja żona i moje dzieci są najlepszym dowodem na to, że ten cud się wydarzył i że zawsze warto walczyć o miłość - mówi Pazura w "Party". Jednak początki ich miłości nie były łatwe. Nikt nie wierzył, że przetrwają razem tyle lat, a kolorowa prasa skutecznie zniechęcała Edytę do związku ze znanym i starszym od niej aktorem. Tylko my wiemy, jak trudne były to chwile. Edytka miała ogromne wątpliwości, bo różne media zrobiły z naszego życia piekło. Wszystkie atuty, które miała: młodość, otwartość, potencjał, wykorzystano przeciwko niej. To jej tak podcięło skrzydła i psychicznie ją podłamało, że chciała zakończyć nasz związek. Poświęcić to uczucie, bo nie widziała dla nas żadnej przyszłości – przyznał gwiazdor "Tajemnicy zawodowej". Dlaczego Edyta Pazura chciała zakończyć związek z mężem? Cezary Pazura poznał swoją żonę Edytę 14 lat temu w pociągu. Jak wspomina, jego uwagę przykuła wówczas szczupła, nieśmiała blondynka. Zaczepił ją, a po kilku godzinach rozmowy był pewien, że ta młodziutka dziewczyna odmieni jego życie. I okazuje się, że się nie mylił. Pazura śmieje się, że Edyta ze stoickim spokojem znosiła jego... narzekania i zadzieranie nosa! Aktor podkreśla, że wówczas jego życie przypominało wykolejony wagonik, a jemu samemu brakowało wytyczonego kierunku, w którym chce podążać. Kiedy poznałem Edytkę, byłem aktorem, który zadzierał nosa i wiecznie narzekał: „Boże, dzisiaj będę pracował do 16. Jaki ja wrócę zmęczony”. Pamiętam, jak Edytka wzięła mnie za ramiona, spojrzała w oczy i powiedziała: „Ale o co ci chodzi? Wszyscy pracują, tylko każdy ma inny rodzaj pracy”. I tak było w wielu sprawach. Byłem facetem po przejściach, moje życie przypominało wykolejony wagonik, który Edytka z uporem stawiała z powrotem na szyny – normalnymi słowami, czułymi gestami, stabilnością – mówi Cezary. Pazura przyznaje, że od kiedy poznał swoją przyszłą żonę zrezygnował z bujnego życia towarzyskiego. 12 lat temu postawili z Edytą na siebie i na rodzinę. I do dziś nic się w tej materii nie zmieniło! Zdaniem aktora, miłość to największa moc, a kiedy dwoje ludzi się kocha, nie ma dla nich żadnych przeszkód. Po ślubie Pazurowie zrezygnowali z bywania na salonach. Pojawiali się tylko na wybranych premierach teatralnych i filmowych oraz dużych galach. Jak mówią, postawili na normalność, której im bardzo brakowało. Im jestem starszy, tym bardziej mnie świat przeraża. Kiedyś trzeba było mieć wiedzę i doświadczenie, lata nauki za sobą. Dziś, by stanąć na szczycie, wystarczą mocne łokcie i bezczelność. Jako ojciec chciałbym moim dzieciom wskazać właściwy kierunek, bo kiedyś sam go zatraciłem. Moje życie wróciło na właściwy tor w momencie, gdy poznałem moją żonę – mówi Pazura. Jak Pazurowie spędzą 12. rocznicę ślubu? Niedawno Pazurowie wyjechali na pierwszy od 12 lat urlop tylko we dwoje. Spędzili niemal dwa tygodnie na Malediwach. Niestety, przez najbliższy czas nie mają szans na kolejne wakacje, dlatego zdecydowali się swoją rocznicę ślubu świętować w Polsce. Co zaplanowali? Na żaden romantyczny wyjazd raczej nie mamy szans, więc pewnie ten dzień spędzimy z naszymi dziećmi na działce nad jeziorem. Mamy tam swój dom, do którego uciekamy niemal na każdy weekend. Jesteśmy 12 lat po ślubie, ale nasz związek trwa od 31 maja 2007 roku, więc już 14 lat, a my jesteśmy nieustająco ze sobą szczęśliwi – zdradził Cezary Pazura. Cały wywiad z Cezarym Pazurą przeczytasz w nowym wydaniu "Party". PARTY W majowy weekend Edyta i Cezary Pazurowie będą świętować 12. rocznicę ślubu. Instagram Aktor przyznaje, że dzięki żonie i dzieciom jego życie wróciło na właściwy tor. Instagram Edyty Pazury

wywiad z cezarym pazurą