Forum PROTESTANCI Forum otwarte dla wszystkich Polemiki z katolicyzmem i prawosławiem i innymi chrześcijańskimi religiami Teologia Mnie pomogła po prostu akceptacja faktu, że na pewne rzeczy nie mam wpływu. Koncentruję się na tym co mogę zmienić, a nie na tym co może mi się przytrafić. Nie wierzę w życie po śmierci, ale mnie ona nie przeraża. Najwyżej mnie nie będzie, no to czego mam się bać :) Jeżeli coś jest w zaświatach no to fajnie. 21 votes, 17 comments. 496K subscribers in the Polska community. Społeczność dla piszących i czytających po polsku. English posts are welcome if… Guests. Opublikowano 19 Września 2009. Witam wszystkich czytelników formum mających problemy z kołateniem, potknięciami czy też uczuciem kołatania serca. Proszę Państwa ja borykałem się z tym problemem 3 lata, zaczelo się od ataku często skurczu a dodam że miałem wtedy 27 lat. Chodziłem do różnych lekarzy (zaliczyłem chyba Witam, od pewnego czasu częścią mojego życia stał się paraliżujący strach przed śmiercią, który ostatnio bardzo się nasilił. Vay Tiền Nhanh Ggads. Nick Cardillicchio (Rodale Images) Joe Kita, gdy skończył 43 lata, postanowił rozprawić się ze swoimi lękami: od strachu przed wystąpieniami publicznymi przez strach przed lataniem, wypadkiem samochodowym, przed bólem, tornadem, lękiem wysokości aż po lęk przed śmiercią. Po co? Żeby zacząć żyć. Wszystkie doświadczenia opisał w książce "Accidental Courage". (fot. Nick Cardillicchio) No jasne. Przez te wszystkie lata doskonalił technikę. Na pewno trenuje codziennie. - Nigdy nie dotykam noża między występami. Gdybym nie umiał rzucać nożami wcześniej, na pewno bym się tego nie nauczył racja. Ale ciekawe, kiedy ostatni raz występował? - Hm, niech no pomyślę... Jakieś osiem miesięcy że wystarczy tych pytań. To mogła być ta jedna jedyna sytuacja, kiedy wiedza nie pomaga radzić sobie ze strachem. Pora się pożegnać. - Do widzenia - powiedziałem do słuchawki. - Powodzenia! - nie zażądał pieniędzy z moje ostatnie życzenieOpiszę sposób, w jaki chciałbym być pochowany, na wypadek gdyby, nie daj Boże, Che Che się poślizgnął: jeżeli moja rodzina nie będzie miała nic przeciwko temu, chciałbym po wszystkim poleżeć parę dni w domu. Jeżeli w opowieściach o nieśmiertelnej duszy jest choć ziarno prawdy, chciałbym spędzić jeszcze parę dni we własnym domu, z tymi, których kocham. Może uda mi się jakoś im to zajmie się kwestiami technicznymi, załatwi formalności, transport, połata rany od noża. Wolałbym leżeć we własnym łóżku, ale jeśli miałoby to zniszczyć materac, może też być jedna z jego trumien. Suchy lód może być, ale nie życzę sobie żadnego balsamowania, makijażu ani odświętnego ubranka. Niech będę taki jak zawsze. Chcę być normalnym martwym ciałem, nie manekinem. Nie chcę, żeby ktoś koło mnie szeptał: - Pięknie go kiedy już wszyscy się pożegnają, kiedy się nasmucą, a ja zacznę z wolna zielenieć, Bob może mnie zabrać. Skromna ceremonia w naszym kościele zupełnie mi wystarczy. Jeżeli pogoda dopisze, może da się urządzić ją na dworze. Zamiast wygłaszać szablonową kościelną mowę pogrzebową, poproście któregoś z przyjaciół, żeby powiedział parę słów. Pochowajcie mnie na cmentarzu pod się, a zginiesz!- Cześć! To ty, Joe? Tu mówi Che Che. Jestem teraz... Gdzie jesteśmy? Koło restauracji Golden Corral przy drodze nr siódma wieczorem. To może być ostatni wieczór w moim Złapałem gumę jakieś 20 mil za Bradford. Cholerny pech. Chyba się spóźnię. To dokąd mam jechać? Wyjaśniłem mu, jak dojechać do parkingu, na którym może postawić swój dom na kółkach. Na szczęście to niedaleko. Sądząc po głosie, Che Che jest Powodzenia - powiedziałem na Żegnam - odparł krótko. Dlaczego za każdym razem jego pożegnania budzą we mnie niepokój? Następnego ranka Che Che zaprosił mnie do swojej przyczepy: - Siadaj. Pokażę ci coś na wideo - zaproponował. - Będziesz przynajmniej wiedział, czego się są tak stare i zamazane, że zacząłem się zastanawiać, kiedy to Che Che ostatni raz pracował. Ale widzę, że jest z nich wyraźnie dumny. A duma to dobry znak. Świadczy o talencie. Siedzę więc i patrzę, jak Che Che ciska nożami w ludzi w najróżniejszych pozach - mam naoczny dowód, że potrafi to że nie tylko ja mu się uważnie przyglądam. On też zdaje się mnie oceniać. Najważniejsze w jego zawodzie to umieć ocenić, o ile drgnie jego żywy cel. Każdy się rusza, to kwestia instynktu. Pozostaje pytanie, jak bardzo. Jeżeli celem jest przypadkowy widz, trzeba wziąć dużą poprawkę, nawet kilka cali. Ale zawodowe asystentki nie ruszają się prawie w ogóle. Można rzucać tak blisko, żeby przybić nożem spódnicę, pasek czy odciąć warkoczyki. I nawet jeśli ostatnio nie rzuca już z 13 metrów, tylko z 4, nadal robi to wstrząsające Starzeję się, więc musiałem trochę odpuścić - wyjaśnia Che Che, masując dłonie. - Mam początki artretyzmu, a kilka lat temu przeszedłem operację się szeroko. Wiem, że mnie sprawdza. Staram się nie w oko ze śmierciąWychodzimy na zewnątrz i Che Che zaczyna przygotowywać scenę. Tablica, pod którą będę stał, jest krwistoczerwona. (Sprawdziłem, czy to na pewno farba).Waży jakieś 70 kilogramów i - o ironio! - ma kształt nagrobka. Widzę, że cała powierzchnia jest usiana głębokimi śladami po nożu. Ten kawałek drewna przyjął tysiące ciosów, ale nie układają się one w żaden wzór. Tyle samo dziur jest na środku, co na obrzeżach. Che Che widzi, na co patrzę. - Nikt nie jest doskonały - wzrusza ramionami. Skąd się bierze lęk przed śmiercią? „Strach przed śmiercią jest okrutniejszy od niej samej” (Publiusz Syriusz) Instynkt przetrwania, wynikający z potrzeby zachowania gatunku, jest siłą napędową każdej istoty żywej. Ludzie i zwierzęta zostali wyposażeni w mechanizm „walcz lub uciekaj”, uaktywniający się w chwili zagrożenia życia. Człowiek jednak, poza strachem w obliczu zagrożenia, odczuwa jeszcze egzystencjalny lęk przed śmiercią. Świadomość własnej śmiertelności narodziła się wraz z wyższymi funkcjami psychicznymi zdolnością do abstrakcyjnego myślenia. Według niektórych badaczy, świadomość ta w znaczący sposób wpłynęła na rozwój ludzkości, leżąc u podstaw kultury i religii. Motyw lęku przed śmiercią, przewija się w pracach filozofów, pisarzy, artystów od zarania dziejów. W psychologii jako pierwszy poruszył ten temat Zygmunt Freud. Zaobserwował on u części pacjentów silny, paniczny lęk przed śmiercią. Zjawisko to nazwał tanatofobią (z gr. Thantos-bóg śmierci, phobsos-strach). Uważał jednak, że lęk przed śmiercią nie mógł być pierwotną przyczyną problemów pacjentów. W nieświadomości nie ma zaprzeczeń i upływu czasu, tak więc nie można w niej umiejscowić śmierci. Ponadto, Freud był zdania, że człowiek tak naprawdę nie jest zdolny do wyobrażenia sobie własnej śmierci. Nawet jeśli próbujemy podjąć się tego zadania, własną śmierć obserwujemy z boku, jesteśmy jej świadkami, cały czas istniejemy. Uznał więc, że lęki pacjentów, są symptomami nierozwiązanych konfliktów z dzieciństwa. Cała działalność człowieka podejmowana jest, aby zaprzeczyć nieuchronności śmierci. Najważniejszą funkcją społeczeństwa w tym założeniu jest ochrona jednostek przed tym lękiem. W tym celu kultura wyznacza role, cele, które odciągają uwagę od śmierci. Ludzie będą bardziej obawiać się śmierci, jeśli będą żyli w poczuciu żalu i niespełnienia. Zatem, aby zmniejszyć lęk przed śmiercią, należy skupić się na chwili obecnej i nie rozpamiętywać straconych szans. Kiedy lęk przed śmiercią zaczyna być stały i zakłóca codzienne funkcjonowanie niezbędna jest odpowiednia diagnoza i leczenie. Chorobliwy lęk przed śmiercią, dotyka około 4% społeczeństwa. Osoby cierpiące na tanatofobię mają tendencję do ciągłego poszukiwania zapewnień, że nie umierają. Badają się ponad normę, poszukują symptomów chorób w Internecie, stosują restrykcyjną, sztywną dietę. Tanatofobii towarzyszy ponadto przekonanie, że chory nie będzie w stanie poradzić sobie z ewentualną chorobą, że ich śmierć będzie bolesna i długa, a także że ucierpią na niej najbliżsi zwłaszcza dzieci. Badania pokazują, że lęk przed śmiercią wzrasta również podczas okresów choroby lub utarty ukochanej osoby. Doświadczają go częściej kobiety niż mężczyźni. Dla obu płci lęk przed śmiercią osiąga szczyt w drugiej dekadzie życia, po czym wykazuje tendencję spadkową, by ustabilizować się na niskim poziomie po sześćdziesiątym roku życia. U kobiet ponadto obserwuje się wzrost lęku przed śmiercią w okresie menopauzalnym. W takim razie jak radzić sobie z lękiem przed śmiercią? Czy możemy go zagłuszyć? Ostatnie badania pokazują, że świadomość śmierci pełni również pozytywną funkcję. Świadomość własnej śmiertelności zwiększa chęć pomagania innym, wpływa na potrzebę dbania o własne zdrowie, a także może stać się motywacją do lepszego wykorzystania życia. Informacje o Autorze Klinika Psychologiczno-Psychiatryczna świadczy usługi z zakresu leczenia depresji, zaburzeń odżywiania się, zaburzeń nerwicowych i lękowych, zaburzeń seksualnych, uzależnień, zaburzeń psychotycznych, zaburzeń osobowości, zaburzeń snu. Pomagamy w budowaniu związku/miłości, bliskich relacji, a także w rozwoju Twojego potencjału. Naszym celem jest stworzenie wszechstronnej pomocy dla pacjentów. Tworzymy zespół składający się z specjalistów (psychiatra, psycholog, psychoterapeuta, seksuolog, endokrynolog, neurolog, dietetyk). Zapewniamy najwyższą jakoś usług i gwarantujemy wykwalifikowany personel. Zapraszamy do umówienia wizyty w SIĘ ONLINE NA WIZYTĘ LUB ZADZWOŃ 22 253 88 88 *** Tą notkę dedykuję mojej sweeet siostrzyczce, Martini!! Albo jak kto woli Olga- neechan :D Zapraszam :D *** Wszyscy przyglądali się ścianie. Naruto słyszał tylko głośne bicia serc swoich towarzyszy i ich nierówne oddechy. Nagle wszystko ucichło. Nasłuchiwali czy chrobot się wznowi i tak przebiegło kilka minut w ciszy. Przerwała ją Tsunade. - Nie wiem co to było i nie zamierzam się w najbliższym czasie dowiedzieć. - powiedziała. - Idziemy spać. Sakura ułożyła się na sofie koło Kiby, Naruto i Ino. Usneła. Obudziła się. Była związana jakby niewidzialnymi węzłami. Wokół niej nie było nic prócz czerwonej pustki i ... Potwora... Podszedł do niej i zaskrzeczał: - Stawiam ci wybór. Albo ty umrzesz dla swych towarzyszy, albo oni umrą za ciebie! Sakura wzdrygneła się. - Wolę umrzeć niż by oni mieli zginąć!- krzykneła. Hanbi zaśmiał się okropnie i podniósł ręke. Sakura obudziła się zalana potem. - To było takie realistyczne... - wyhrypiała i napiła się wody. Szybko podjeła decyzję. Wyrwała kartkę z brulionu i napisała: " Miałam wybór. Albo wy zginiecie, albo ja zrobię to za was. Nie mogłabym was zdradzić. Tylko tylę mogę dla was zrobić. Kocham was wszystkich. Sakura. Ps. Nie gniewajcie się. " . Po jej policzku stoczyła się łza, a na niebie pojawiła się gwiazda. Otworzyła zamkniete okno. Wyskoczyła przez nie. Odwróciła się do niego. Jak zamknie okno nie będzie odwrotu. Uśmiechneła się i zamkneła je. Udała się nad basen. Nikogo nie było. Czyżby potwór żartował? Ale w świetle jednej latarni coś się poruszyło. Zza starej zjeżdżalni wyszedł Hanbi. Serce podeszło jej do gardła. Potwór podszedł do niej wolnym krokiem i wybuchnął okropnym śmiechem. - Zabiję... - zaskrzeczał. Tymczasem u reszty. Tsuande obudziła się bo chciało jej się pić. Poszła w stronę kuchni. Zauważyła że brak jednej osoby. Podeszła do stolika gdzie błyszczał list. " Miałam wybór. Albo wy zginiecie, albo ja zrobię to za was. Nie mogłabym was zdradzić. Tylko tylę mogę dla was zrobić. Kocham was wszystkich. Sakura. Ps. Nie gniewajcie się. " . Tsunade upadła na krzesło. Łzy staneły jej w oczach. Otrząsneła się. - Wstawać! Wstawajcie! - krzyczała przerażona. - Czego pani chce? - mrukneli przez sen. - SAKURA POSTANOWIŁA ODDAĆ ZA NAS ŻYCIE, IDIOCI ! - rykneła. Wszyscy się obudzili a pani Tsunade im wszystko wyjaśniła. Dziewczyny się totalnie rozkleiły, Kiba płakał w Akamaru bijąc pięścią w podłogę, reszta chłopców beczała w cokolwiek. Naruto patrzał tępo w przestrzeń. Jak to się mogło stać ? - Nie możemy tak stać. Trzeba jej pomóc. Może jeszcze zdążymy. Sakura Henbi uniósł łapę i jego zakrzywione pazury rozerwały bok Sakury. Dziewczyna zawyła z bólu. Na wodzie i na ziemi zaczeły się tworzyć kałuże krwi. Potwór ucieszony uniósł dłoń by zadać drugi cios. Tym razem rozerwał udo. Sakura sykneła. Ciało ją paliło. Bolało jak cholera... Chciała krzyczeć... Krzyczeć... Nie. Nie mogła powiadomić towarzyszy że tu jest. Oni muszą przeżyć. - Sakura! - usłyszała. Powoli obróciła się w kierunku tego głosu. Stała tam cała jej klasa patrząca z przerażeniem na jej rany i całą krew. Potwór zasyczał. - Cieszę się. Więcej osób to powiedział. Sakura wolno i potykając się szła cała we krwi w stronę swych towarzyszy. Potwór ja wyprzedził. - Zaraz poleje się krew! - krzyknął okropnie Hanbi i uniósł dłoń by rozszarpać klatkę piersiową dwóch osób na raz. Kiby i Naruto stojących na przodzie. Naruto spojrzał w oczy ukochanej Sakury i poczuł czułość. Popatrzał do góry, na opadającą jak w zwolnionym filmie ręke Hanbiego z długi pazurem czekającym by przedziurawić jego serce. Zamknął oczy. Tak jak Kiba. Nic się nie stało. Otworzył jedno oko. Słabo widzi. Spojrzał na przód. Jego serce zamarło. Sakura z przebitą klatką piersiową i pazurem w niej tkwiącym. Jej oczy i jej uśmiech na zalanych krwią wargach. Sakura zakołysała się. Przed oczami robiło jej się ciemno... Wszystko gasło... Miała tylko sfatysfakcję dobrze spełnionego obowiązku... Obowiązku ratowania towarzyszy... Upadłaby gdyby Naruto jej nie złapał. - SAKURA!! - rykneli wszyscy. Kiba upadł na kolana. Ułożyli ją na ziemi. - Sakura... Sakurko... Jesteś cała? Żyjesz? Nic ci nie jest? Żyjesz prawda? - łkał Naruto. - Tak, Naruto, żyję... - Jest mi tak ciepło i dobrze... - Sakura! - krzyknął Naruto. Sakura uśmiechneła się a oczy zaczeły jej się zamykać... - SAKURA!!! Nie zamykaj oczu! Błagam! Nie umieraj! Kocham cię, słyszysz?! Kocham cię! Do cholery nie umieraj! Nie rób mi tego! - krzyczał Naruto jego łzy pomieszały się z deszczem. Niebo też zaczeło płakać... Asuma dzwonił po pogotowie. Mu też łzy ciekły po twarzy. Po raz pierwszy w telefonie był sygnał... - Sakura, cholera, proszę, nie umieraj... Nie rób mi tego... - Krzyczał Naruto patrząc z przetrażeniem na Sakurę. - Kocham cię... *** I jak ?? :D Czy Sakura umrze ? Czy Naruto załamie się psychicznie? Czy ktokolwiek się po tym przeżyciu pozbiera? Czym są napady paniki i jak sobie pomóc je w metrze. Środek lata, gorąco i duszno, więc tłok niemiłosierny, ludzie wracający z pracy falą wlewają się do wagonu. Przestrzeń wokół mnie zaczyna się kurczyć, tlenu jest coraz mniej. Czuję, jak łomocze mi serce, wydaje mi się, że nie mam czym oddychać, robi mi się ciemno przed oczami, drętwieją mi palce u dłoni. Zaraz zemdleję! Muszę stąd natychmiast wyjść!Pociąg zatrzymuje się na jakiejś stacji, gwałtownie przepycham się do wyjścia, jakbym płynęła do powierzchni wody, żeby zaczerpnąć powietrza. Wysiadam, oddycham ciężko, siadam na ławce, schylam głowę między kolana. Poczekam, aż tłum się przerzedzi, za pół godziny może będzie od tego, czym w ogóle jest napad paniki. Według DSM-IV (klasyfikacji zaburzeń psychicznych wydanej przez Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne) “pełnowymiarowy” napad to nagły epizod silnego lęku, który maksymalne nasilenie osiąga w ciągu około 10 minut i towarzyszy mu kilka objawów, takich jak mocne bicie serca, pocenie się, drżenie, uczucie duszności, ból w klatce piersiowej, nudności, zawroty głowy, poczucie nierzeczywistości albo obcości siebie samego, strach przed utratą przytomności, panowania nad sobą albo śmiercią, drętwienie, dreszcze, uderzenia gorąca. Oczywiście nie wszystkie te objawy muszą się pojawić u każdej osoby, zgodnie z teorią już przy doświadczeniu czterech symptomów z powyższej listy można mówić o napadzie niż myśliszWydaje ci się, że panika, to coś, co spotyka nielicznych? Pozwól, że wyprowadzę cię z błędu: około 40–60% młodzieży doświadcza napadów paniki, a kilka procent cierpi na zespół paniki (tzw. zaburzenia z napadami lęku panicznego), czyli doświadcza powtarzających się, niespodziewanych ataków, które najczęściej prowadzą do unikania przez nich konkretnych sytuacji życiowych, w których, jak uważają, ataki te mogą się ponownie “aktywować”.Z zespołem paniki często współwystępują inne zaburzenia lękowe, np. agorafobia (lęk przed znalezieniem się w sytuacji, z której ucieczka może być trudna, a pomoc w momencie ataku byłaby trudno dostępna), fobia społeczna (skutkująca unikaniem sytuacji towarzyskich i publicznych wystąpień), zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne (natrętne myśli i uporczywe lęki, np. przed zarazkami), zespół leku uogólnionego (nadmierne “zamartwianie się”), fobie specyficzne (duża obawa przed określonym przedmiotem lub sytuacją, np. lęk przed wężami, burzą, krwią, zranieniem, lotem samolotem itp.).Lęk tworzy też chyba najpopularniejszą parę z depresją, dlatego osoby z zaburzeniami nastrojów też często skarżą się na męczące napady składnikiŻeby łatwiej zrozumieć, jak działa napad paniki rozłóżmy go na cztery elementy:fizyczny (jakie są fizyczne objawy mojego lęku? jak odczuwam go w ciele?)poznawczy (o czym myślę, kiedy przeżywam lęk?)behawioralny (co robię, gdy przeżywam lęk?)emocjonalny (co czuję, gdy przeżywam lęk?)Objawy fizyczne to w dużej mierze symptomy, które wymieniłam na początku. Będą różne u różnych osób. Najcześciej wymieniane przez osoby biorące udział w badaniach są: przyspieszona akcja serca, przyspieszony oddech, zawroty głowy, bóle brzucha, pocenie się, drżenie, ból w klatce piersiowej, napięcie (czyli aspekt poznawczy) mogą być mniej lub bardziej katastroficzne, skierowane na zewnątrz lub do wewnątrz, np. Chyba umieram! Zaraz zemdleję! Zaraz zwariuję! Dzieje się ze mną coś niedobrego! Na pewno jestem poważnie chora/y! Ktoś chce mi zrobić krzywdę!To, co najcześciej będzie próbowała zrobić osoba w panice (aspekt behawioralny), to jak najszybsze wydostanie się z danej sytuacji. Jeżeli nie będzie takiej możliwości, osoba ta może wyrażać swój niepokój np. przez nadmierną pobudliwość ruchową, czyli wiercenie się, nerwowe chodzenie, albo które najczęściej towarzyszą napadom paniki to zdenerwowanie, napięcie, pobudzenie, przestrach, poirytowanie, roztrzęsienie, panikiTe cztery składniki mają to do siebie, że łatwo nakręcają się nawzajem, wciągając osobę w tzw. cykl przykład z jazdą metrem w godzinach szczytu. Tłok w wagonie wywołuje naturalną reakcję fizyczną (np. przyspieszone bicie serca i przyspieszony oddech). Osoba, która nie doświadczyła wcześniej napadu paniki i ma niższą wrażliwość na lęk prawdopodobnie zignoruje te objawy, wiedząc, że nie grozi jej niebezpieczeństwo. Ale ktoś, kto jest bardziej wyczulony na sygnały lękowe z ciała i być może doświadczył już w przeszłości napadu paniki może tę naturalną reakcję fizyczną mylnie zinterpretować, jako dowód na nadciągające niebezpieczeństwo, co uruchomi paniczne myśli (np. Dzieje się ze mną coś niedobrego) i emocje (np. nadmierne pobudzenie i przestrach). Te z kolei spowodują jeszcze silniejsze objawy fizyczne (np. duszności, zawroty głowy i drętwienie), które sprawią, że myśli i emocje staną się jeszcze bardziej niepokojące (Zaraz zemdleję!)… W końcu osoba w stanie paniki najprawdopodobniej znajdzie drogę ucieczki (np. wysiądzie z metra), co chwilowo przyniesie ulgę, ale niestety nie pozwoli też przekonać się, że niebezpieczeństwo było w rzeczywistości tylko wyobrażone. Cykl paniki się zamyka, osoba pewnie będzie unikać jazdy metrem (a może i tłoku w ogóle) w obawie przed kolejnym sobie pomóc?Najlepiej pójść na psychoterapię. Terapia zespołu paniki w nurcie poznawczo-behawioralnym zajmuje zazwyczaj kilkanaście sesji (ostateczna ich liczba zależy oczywiście od danej osoby i jej problemu, czasami potrzebna jest dłuższa terapia, która pozwoli uporać się z innymi zaburzeniami, towarzyszącymi napadom paniki, np. depresją). Obejmuje ona przede wszystkim rozpoznawanie i korygowanie lękowych myśli, odkrycie strachu źródłowego, leżącego u podstaw lęku, naukę oddychania i relaksacji oraz serie ćwiczeń, które pomagają nauczyć się, jak radzić sobie w trudnych sytuacjach (w tym tzw. ekspozycje) i dzięki temu przestać ich z jakiegoś powodu nie masz teraz możliwości skorzystania z pomocy terapeuty, możesz samodzielnie spróbować kilku technik, które pomogą ci lepiej sobie radzić z pojawi się napad — przygotuj musisz czekać do kolejnego ataku, żeby zacząć sobie z nim radzić. Zacznij wprowadzać w swoje życie działania prewencyjne:Poznaj swój lękWeź kartkę papieru, albo najlepiej załóż specjalny zeszyt, przypomnij sobie swój ostatni epizod nagłego lęku i zanotuj wszystko, co będziesz w stanie sobie przypomnieć:co uruchomiło lęk? jakie sytuacje, myśli, doznania fizyczne, okoliczności?jakie było natężenie lęku na skali od 0 do 100?jak długo trwał napad lęku/paniki?co zrobiłaś/eś, żeby ograniczyć lęk?jakie były dominujące fizyczne doznania w trakcie napadu?czy jesteś w stanie wychwycić własne błędy w myśleniu w momencie odczuwania lęku? (np. katastrofizacja, zbyt pochopne wyciąganie wniosków, koncentracja tylko na wybranych aspektach sytuacji, brak realnej oceny sytuacji, dawanie się ponieść emocjom)Przeanalizuj swoje notatki i spróbuj odpowiedzieć na pytania:Jaka była moja pierwsza myśl, kiedy poczułam/em lęk?Czego się boję? Co najgorszego może mnie spotkać w takiej sytuacji?Jakie jest prawdopodobieństwo, że to faktycznie się wydarzy? Czy wydarzyło się to kiedykolwiek wcześniej? Jakie są dowody na prawdopodobieństwo, a jakie mu przeczą?Jakie myśli byłyby dla mnie w tej sytuacji bardziej korzystne? Jakie myśli mogłyby zastąpić katastroficzne interpretacje, które pojawiają się w twojej głowie w trakcie napadu paniki?Co mogłabym/mógłbym zrobić inaczej, żeby zminimalizować lęk w takiej sytuacji, a co nie wiązałoby się z ucieczką czy unikaniem?Prowadź notatki dla kolejnych epizodów nagłego lęku i paniki. Im więcej przykładów zbierzesz, tym większa szansa, że uda ci się wychwycić mechanizmy, które kierują twoim lękiem w sytuacjach paniki i opracujesz sobie więcej alternatywnych myśli i działań, z których skorzystasz w razie potrzeby.(Prowadzenie takich notatek może bardzo ułatwić książka “Zaburzenia lękowe. Podręcznik z ćwiczeniami opartymi na terapii poznawczo-behawioralnej” David A. Clark, Aaron T. Beck, w której jest mnóstwo ćwiczeń i tabelek do wypełniania w trakcie autoterapii. Oczywiście nie jest ona konieczna, ale sprawia, że działania są bardziej usystematyzowane i przejrzyste.)2. Naucz się oddychaćChodzi głównie o to, żeby oddychać przeponowo i pracować nad wydłużaniem wydechu. Taki sposób oddychania pozwala przełączyć autonomiczny układ nerwowy na część przywspółczulną, czyli tę, która odpowiada za odpoczynek, rozluźnienie, spokojne przykładowa sesja oddychania przeponowego (i relaksacyjna przy okazji). Daj sobie kilka minut dziennie na pompowanie balonika pod pępkiem :) i zwracaj uwagę na to jak oddychasz w ciągu Relaksuj się regularnieNiektórzy czekają z ćwiczeniami relaksacyjnymi do momentu, kiedy ich samopoczucie się pogarsza i zaczynają odczuwać zbliżający się lęk. Ja wolę nie dopuszczać do tych momentów, kiedy już zaczyna być sobie czasu na relaksację każdego dnia (albo przynajmniej regularnie w ciągu tygodnia) pozwala mi utrzymywać dłuższe okresy dobrego samopoczucia i redukuje ogólny poziom lęku na co “relaks” nie mam na myśli jedzenia ciastek z serialem (chociaż to oczywiście też praktykuję regularnie ;) ale konkretne ćwiczenia, które pozwalają mi się odprężyć i rozluźnić ciało. Zrobiłam z nich poranną rutynę, jeśli czuję, że dany dzień był akurat wyjątkowo trudny, to próbuję znaleźć też czas wieczorem na dodatkowe wyciszenie przed mnie najlepiej sprawdza się joga i medytacja, bo pozwalają mi złapać kontakt z ciałem, poruszyć napięte mięśnie i skoncentrować się na oddechu. Ale dla Ciebie może się sprawdzić coś zupełnie innego, np. bieganie (pod warunkiem, że przyspieszone tętno i zadyszka nie uruchamiają u Ciebie ataków paniki).Zanim stwierdzisz, że na jogę jesteś za mało elastyczna/y, a medytacja jest trudna, nudna i dobra dla buddyjskich mnichów odpowiem Ci, że to po prostu nieprawda :) Cały myk polega na tym, żeby znaleźć sobie ten rodzaj jogi, który faktycznie Ci odpowiada — jeśli nie lubisz się pocić, to idź na vinyasę albo yin, a jeśli wolisz ćwiczenia bardziej siłowe znajdź szkołę ashtanga jogi. To samo dotyczy medytacji — nie trafiają do Ciebie mantry? Wybierz medytację bardziej w stylu dostarcza mnóstwa opcji relaksacyjnych/uważnościowych. Tutaj propozycja od Michała, trenera oddechu ze Sztuki Medytacji ❤4. Powoli stawiaj czoła lękomKiedy już uspokoisz swój system nerwowy, nauczysz się dobrze oddychać i zaplanujesz alternatywne myśli i działania w razie lęku, możesz powoli próbować ćwiczeń ekspozycyjnych, czyli takich, w trakcie których specjalnie będziesz wywoływać u siebie stany lekkiej paniki (jej fizycznych objawów) po to, żeby uczyć się z nim radzić i przekonać się, że nie wydarza się żadna że umyślne wywoływanie stanu, którego za wszelką cenę chce się uniknąć brzmi dość przerażająco, ale to po prostu działa. Najlepiej oczywiście wykonywać te ćwiczenia pod opieką terapeuty, ale jeśli nie masz takiej możliwości, możesz próbować sam/a, pamiętając o zapewnieniu sobie bezpiecznych warunków (własny pokój, w którym dobrze się czujesz, zaufana osoba w pobliżu) i stopniowym, uważnym mogą być różne, w zależności od tego, który z fizycznych objawów określisz wcześniej jako najbardziej przeszkadzający. Jeśli głównym problemem w trakcie ataków paniki jest dla Ciebie przyspieszony rytm serca, możesz biegać w miejscu przez 1 minutę. Jeśli duszności — możesz oddychać przez słomkę przez 2 minuty. Jeśli będą to zawroty głowy — możesz je wywołać przez kręcenie się na krześle przez 1 każdym takim ćwiczeniu ważne jest, żeby przyjrzeć się myślom, pojawiającym się w głowie, starać się je korygować zgodnie z tym, co wcześniej sobie wynotowaliśmy (czyli zamieniamy katastroficzne myśli na te bardziej realne) i zauważać dowody na to, że nic nam jednak w tej sytuacji realnie nie zagraża. A następnie pozwalać ciału się jakimś czasie regularnego wykonywania takich ćwiczeń lęk, nad którym pracujemy powinien zacząć się zmniejszać. Kiedy osłabnie o co najmniej połowę możemy zacząć sobie trochę utrudniać, np. wychodzić do miejsc, w których czujemy się trochę mniej bezpiecznie. Ostatnim etapem będzie wejście w sytuację, która wywoływała w nas napady paniki, np. przejeżdżka metrem w godzinie szczytu :)Po całościową, bezpieczną procedurę ćwiczenia odsyłam do podręcznika “Zaburzenia lękowe”, rozdział pojawi się napad — zatrzymaj jeśli wprowadzisz w życie wszystkie działania prewencyjne, napady paniki nadal mogą się zdarzać. To zupełnie naturalne. Nie oczekuj od siebie, że zmiany nastąpią z dnia na dzień. Co możesz zrobić, żeby łatwiej przetrwać atak i nie wpadać w zamknięty cykl paniki?OddechPrzypomnij sobie jak oddycha się przeponowo i postaraj się przełączyć właśnie na takie oddychanie. Pamiętaj, żeby nie oddychać zbyt gwałtownie, ani zbyt głęboko, żeby nie doprowadzić do hiperwentylacji, która tylko pogorszy MindfulnessZastosuj jedną z technik uważnościowych, np. zasada 5: znajdź w swoim otoczeniu 5 rzeczy wzrokiem, 4 rzeczy słuchem, 3 rzeczy dotykiem, 2 rzeczy węchem i 1 rzecz smakiem. Każdą ze znalezionych rzeczy nazwij i określ kilkoma słowami. (Niestety nie wiem, kto jest autorem tego ćwiczenia, ale za podrzucenie dziękuję @nesena_fox ❤)3. Bezpieczne miejsceUwielbiam to ćwiczenie i często je możesz, usiądź jak najwygodniej i zamknij oczy. Wyobraź sobie miejsce, w którym czujesz się absolutnie dobrze. Może to być lokalizacja realna, w której byłaś/eś, albo zupełnie wymyślona. Najważniejsze, żeby wyobrazić sobie jak najwięcej jej elementów: co tam widzisz, jaka jest pogoda, czy jest ciepło, czy chłodno, jasno czy ciemno, czym pachnie, jak się tam czuje Twoje ciało, czego dotykasz, czy wieje wiatr, może czujesz słońce na skórze? Zostań tam przez kilka minut, aż poczujesz, że Twoje ciało się rozluźnia, a myśli Detektyw myśliSpróbuj zatrzymać swój umysł w gonitwie za panicznymi myślami. Zamiast tego zacznij je obserwować, jakby z zewnątrz. Co to za myśli? Która z nich dominuje? Przypomnij sobie, czy pojawiała się już w Twoich notatkach. Jaki strach może się pod nią kryć? Co najgorszego może się wydarzyć? Dlaczego się tego boję? Jakie jest faktycznie prawdopodobieństwo, że to się wydarzy? Czy wydarzyło się to kiedykolwiek wcześniej? Jak to przetrwałam/em?Wróćmy do przykładu z metra. Tak mógłby wyglądać ten wywnętrzny dialog detektywistyczny :)“Coś złego się ze mną dzieje! Zaraz zabraknie mi tlenu! Na pewno zemdleję! > Ok, znam tę myśl. Pojawia się często, kiedy wokół mnie robi się tłoczno i duszno. Czego tak naprawdę boję się w tej sytuacji? > Chyba po prostu nie chcę stracić przytomności na oczach innych ludzi i w takich warunkach. > Co byłoby najgorsze w tej sytuacji? Chyba to, że byłabym zależna od reakcji obcych ludzi. > Czy to faktycznie byłaby taka katastrofa? Może nie musiałaby być. Pewnie ktoś z tych wszystkich osób wiedziałby, co zrobić. Wagon zatrzymuje się co kilka minut na jakiejś stacji, tam można też zawołać karetkę. > Jakie jest prawdopodobieństwo, że to w ogóle będzie potrzebne? W sumie nie zdarzyło mi się nigdy zemdleć w miejscu publicznym, więc prawdopodobieństwo, że zdarzy się to akurat teraz jest dość małe. > Ok, podjadę jeszcze jedną stację, zobaczę czy dam radę.”Na spokojnieWażne, żeby zrozumieć, że strach nie jest jakimś pochłaniającym nas monstrum. Jest naturalnym i dobrym objawem. Ma za zadanie chronić nas przed niebezpieczeństwem. Dzięki strachowi i wyzwalanym przez niego automatycznym reakcjom organizmu szybciej uciekniemy z przejścia dla pieszych, kiedy będzie nadjeżdżał samochód, albo zachowamy większą czujność, kiedy wieczorem ktoś będzie za nami szedł zaczyna się wtedy, kiedy tego strachu jest za dużo, utrzymuje się zbyt długo i nie odpowiada rzeczywistości, czyli jest uruchamiany nie wtedy, kiedy trzeba, ale kiedy zaczynamy myśleć katastroficznie. Takie zaburzenia lęku powodują, że uciekamy w panice z metra, albo codziennie godzinami zamartwiamy się czymś, co ma małe prawdopodobieństwo, żeby w ogóle się wydarzyć. W efekcie tracimy mnóstwo energii na walkę z czymś, co w ogóle nie powinno nam zaprzątać spokojnie, na szczęście lęk można ułagodzić. I często jest prostsze i przyjemniejsze, niż myślisz :)pisząc ten tekst korzystałam z:Clark, Beck, (2018). Zaburzenia lękowe. Podręcznik z ćwiczeniami opartymi na terapii poznawczio-behawioralnej. Wyd: Wydawnictwo Uniwersytetu Ollendick, (2004). Lęk i fobie nastolatków. Jak pomóc dzieciom przezwyciężyć napady paniki. Wyd: Gdańskie Wydawnictwo czujesz, że twój stan lub stan bliskiej ci osoby jest poważny (np. pojawiają się myśli samobójcze, chęć skrzywdzenia siebie lub innych) SIĘGNIJ PO POMOC. Zgłoś się do najbliższego szpitala psychiatrycznego (nie jest potrzebne skierowanie, ani ubezpieczenie zdrowotne, w sytuacjach nagłych lekarz musi Cię przyjąć tego samego dnia).Tutaj znajdziesz też listę placówek w całej Polsce, które udzielają wsparcia osobom w kryzysie psychologicznym: kryzysowy telefon zaufania dla dorosłych: 116 123 (codziennie kryzysowy telefon zaufania dla młodzieży: 116 111 (codziennie "To powoduje, że żyjemy w grzechu, niezadowoleniu i cierpieniu. Jesteśmy niewolnikami demona. Ten strach może zabrać tylko Chrystus" - mówi Tomasz Budzyński. Piotr Kosiarski: Słyszałem, że w jednej z krakowskich wspólnot neokatechumenalnych zmarł młody mąż i ojciec. Rodzina przeżyła jego śmierć bardzo boleśnie, ale jednocześnie z nadzieją i pokojem. Takie doświadczenie różni się od tego, jakie znamy z większości pogrzebów. Tomasz Budzyński: Ja od dwudziestu paru lat jestem na Drodze i byłem na paru pogrzebach braci. To prawda, że dość mocno się one różnią od zwykłych pogrzebów. Panuje kompletnie inny nastrój, że się tak wyrażę. To robi ogromne wrażenie na ludziach spoza Drogi. Pamiętam jak po pogrzebie mamy mojego brata ze wspólnoty jakaś pani powiedziała do drugiej, że na takie pogrzeby to ona może chodzić codziennie. Ale dlaczego? Na pogrzeby? O co chodzi? Przecież pogrzeb z natury nie jest czymś przyjemnym, chowają człowieka do grobu, jest śmierć. Ludzie w ogóle boją się pogrzebów. Jak byłem mały, to tak miałem. Poszedłem z babcią na pogrzeb, to później całą noc nie mogłem spać, prześladował mnie ten "barokowy karawan" i wypolerowana trumna. Całe to widowisko było dla mnie straszne i traumatyczne. Nie wiem, ale teraz wszystko się zmieniło. Tu chodzi o perspektywę życia wiecznego, bo jeżeli tego się nie ma to jest tylko rozpacz. Wierzymy, że śmierć nie jest końcem tylko przejściem. Ta kobieta, nie będąca na Drodze, paradoksalnie zetknęła się nie ze śmiercią tylko z jakąś potęgą życia. Ona chce chodzić na takie pogrzeby! To przez formację? Droga neokatechumenalna oparta jest na trójnogu Słowo-Liturgia-Wspólnota. Wspólnota czyli miłość. Spotykamy się dwa razy w tygodniu, czasem częściej. Wiara rodzi się ze słuchania, w czasie liturgii słuchamy Słowa Bożego i dzielimy się tym z braćmi. Droga neokatechumenalna kładzie duży nacisk na przeżywanie tajemnicy paschalnej - pamiątki zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Można nawet powiedzieć, że żyjemy od Paschy do Paschy. To jest najważniejsza liturgia w roku i przezywamy ją bardzo uroczyście, do samego świtu. To jest eksplozja radości! Tańczymy i śpiewamy, bo Chrystus Zmartwychwstał! Przyjdź, zobacz i ciesz się z nami! Zgoda, ale to nie zmienia faktu, że ludzie wciąż umierają. Dzisiejsza kultura, w której żyjemy, ma w ogóle problem ze śmiercią i cierpieniem. Szpitale i cmentarze są dziś budowane daleko za miastem. Kiedyś pogrzeb szedł przez środek miasta, dziś chyłkiem i w pośpiechu wyprowadza się zmarłego jakby to był jakiś wstyd. Pamiętam jak zmarł mój ojciec, dostaliśmy rano telefon ze szpitala, że zmarł i zaraz tam pojechaliśmy, a ojciec leżał na szpitalnym łóżku w czarnym foliowym worku. To był dla mnie szok! Nie było mowy, żeby czuwać przy nim, bo kazali nam szybko wychodzić. Kiedy zmarł mój teść, a stało się to w domu, to nie śpieszyliśmy się aby ich powiadamiać. Mieliśmy czas do wieczora aby się modlić i czuwać przy jego ciele. To było bardzo głębokie doświadczenie, w którym brały udział nasze małe wtedy dzieci. U naszych południowych sąsiadów Czechów, jest mnóstwo nie pochowanych ludzi, zwłoki leżą w prosektoriach i nikt po nie się nie zgłasza. Tam musi być ta - jak oni to mówią - "pohoda" ale co to za "pohoda" jak ci jakiś bliski nagle umiera? Nie dość ci narobił kłopotu, że umarł to jeszcze kolejny stres z pogrzebem? Takie są fakty, czytałem o tym w bardzo ciekawych reportażach Mariusza Szczygła "Gottland" i "Zrób sobie raj". Ale śmierć i cierpienie przywołują człowieka do jego prawdziwych wymiarów i wyrywają nas z tej kompletnej alienacji. To rodzi podstawowe pytania o sens życia, o sens cierpienia, a to jest bardzo dobre, bo niektórzy myślą, że życie ,w którym jest cierpienie nie ma sensu. Problemem tak naprawdę nie jest sama śmierć, która nadejdzie czy tego chcesz czy nie, prawdziwym problemem człowieka jest strach przed śmiercią. To właśnie sprawia, że jesteśmy niewolnikami demona. Z tego strachu może nas wyzwolić tylko Jezus Chrystus. W czasie X Zjazdu Gnieźnieńskiego mówiłeś o swoim obrazie Boga sprzed nawrócenia - surowy sędzia, na którego względy trzeba sobie zasłużyć. Jak myśli o śmierci człowiek, który wierzy w takiego Boga? Zostałem wychowany w "religijności", która z chrześcijaństwem miała niewiele wspólnego. Wmawiano mi, że na wszystko trzeba sobie zasłużyć, a zbawienie zależy od naszych zasług. Nigdy nie słyszałem Dobrej Nowiny, że Chrystus kocha grzesznika i zbawił człowieka za darmo! Wciąż powtarzano mi, że trzeba sobie zasłużyć na niebo, a św. Mikołaj przynosi prezenty tylko grzecznym dzieciom. Ten moralizm jest jakąś karykaturą chrześcijaństwa, gdzie Chrystus jest prawie całkowicie zasłonięty. W swoim domu nie widziałem przykładów wiary chrześcijańskiej, więc wylądowałem na ulicy. Ja prawie odszedłem od Kościoła. Bo jeżeli trzeba sobie na wszystko zasłużyć, to nasza sytuacja jest wprost tragiczna. Śmierć musi być wtedy czymś przerażającym i panuje ciemność całkowita. Niedawno moja siostra ze wspólnoty była na tzw "świeckim pogrzebie". Mówiła, że temu mistrzowi ceremonii wyrwało się "żegnamy się na wieczność". Ja też byłem jeden raz na podobnej ceremonii i był to najsmutniejszy pogrzeb na jakim byłem w życiu. Dobra Nowina, którą usłyszałem mówi, że Pan Bóg kocha grzesznika, że Chrystus umarł za ludzi złych i wstawia się za nami. Wstawia się za mną. Dowiedziałem się o tym dopiero jako dorosły człowiek na katechezach Drogi neokatechumenalnej. Na kazaniach w parafialnym kościele nikt mi tego nie powiedział. Może kapłani też nie słyszeli o Dobrej Nowinie. Dlatego zapraszam wszystkich księży na katechezy Drogi neokatechumenalnej. Mimo że wielu z nich broni się przed tym rękami i nogami. Jeżeli dotąd nie słyszeli, to usłyszą Kerygmat! Jak tak na nich patrzę, to widzę, że są bardzo samotni i czasem kompletnie wyalienowani ze świata, szczególnie ci hierarchowie. Na Drodze nie będą samotni, będą mieli braci, siostry, matki i ojców... Będą mogli podzielić się swoimi problemami i otrzymać pomoc, a przede wszystkim poczują, że są kochani ! Odwagi! W perspektywie chrześcijańskiej każdy grzech jest śmiercią, a jednak zdecydowanie mniej boimy się grzeszyć, niż umierać. Każdy z nas ma permanentną skłonność do zła i dopóki Duch Święty w nas nie zamieszka, ta skłonność będzie się pojawiać. Myślę, że jak człowiek zaczyna się nawracać, to pojawia się bojaźń Boża. Myślę, że nie polega ona jednak na strachu przed tym, że Bóg weźmie pas i nam przywali. To chyba coś zupełnie innego. Ja kiedyś w ogóle nie widziałem wielu swoich grzechów, byłem jak ślepy. Dziś powoli zaczynam dostrzegać to, że jestem zdolny do popełnienia wszystkich grzechów. A więc niechęć do grzechu powinna wynikać nie tyle ze strachu przed Bożą karą, ile bardziej z miłości do Boga. Myślę, że to jest trochę tak, jak z miłością. Jeśli się kogoś kocha, nie chce się mu sprawiać przykrości. To jest jasne jak słońce. Choć nie jest to do końca trafne porównanie, bo chyba Bogu przykrości sprawić się nie da, podobnie jak nie da się Go obrazić. Wspomniałeś, że strach przed śmiercią to kłamstwo demona. Niestety wielu ludzi wciąż bardziej koncentruje się na tym kłamstwie niż na Dobrej Nowinie. Codziennie są pokusy i dlatego codziennie trzeba się nawracać. Ja jestem grzesznikiem. Codzienne nawracanie się jest ważne, ale w Twoim życiu miał miejsce olbrzymi zwrot. Jak to się stało, że punk postanowił pójść na katechezy Drogi neokatechumenalnej? Żeby się zmienić, trzeba doświadczyć pewnych "bankructw". Jak człowiek jest młody i zdrowy, to jest zadowolony. Ale jak się zaczyna poważne życie, w tym trud, choroby i cierpienie, człowiek w swojej pysze maleje i zaczyna szukać prawdziwego sensu życia. I nagle widzi, że jego życie, które do tej pory uważał za dobre, wcale dobre nie jest. Ja miałem szczęście, że spotkałem ludzi, którzy mi pomogli. Byli to kapłani z zakonu paulinów. Jeden z nich zaproponował mi, żebym posłuchał katechez neokatechumenalnych. Poszedłem i usłyszałem Dobrą Nowinę, po raz pierwszy w życiu. Uważam, że aby stać się chrześcijaninem to najpierw trzeba chrześcijanina spotkać. Co takie doświadczenie zmienia w życiu? Absolutnie wszystko. Jeżeli usłyszysz, że jesteś kochany przez Boga, to możesz zacząć kochać innych. A kochać innych to znaczy służyć. Żyć na nowo! Właśnie dlatego to doświadczenie zmienia wszystko. Z egoisty zaczyna powoli rodzić się nowy człowiek, który może tracić swoje życie dla innych i być zadowolonym! To dzieje się nie własnymi siłami, tylko Duch Święty to sprawia. Wszystko niby takie samo, a nagle wszystko zakwitło! Tomasz Budzyński - polski muzyk rockowy, malarz i poeta. Wokalista zespołów Siekiera, Armia, 2Tm2,3 oraz Budzy i Trupia Czaszka. Nagrał także solowe płyty. Żonaty, ojciec dwojga dzieci Piotr Kosiarski - redaktor portalu Autor cyklu Film na weekend i Ojcostwo. Sport ekstremalny. Prowadzi bloga Mapa Bezdroży

strach przed smiercia jest gorszy niz ona sama